
Na początku nic z głębin teologii, lecz „coś z życia”, z osobistych paschalnych przeżyć. Rok 1980 – fragment z otrzymanego wtedy na Wielkanoc listu od Elizabeth Sola z Paryża: Escorial – lodowate zimno na zewnątrz, ale serca gorące, bo to było ŚWIĘTO, święto przyjaźni… I święto prawdziwego ŻYCIA! Och, nigdy nie zapomnę tej Mszy Zmartwychwstania w Cantateja.
„Prawdziwa chrześcijanka zafascynowana Bogiem w człowieku i w sztuce” – tak scharakteryzowałbym najkrócej Elżbietę, Francuzkę, którą poznałem dwa lata wcześniej w Paryżu, podczas rocznego pobytu naukowego jako stypendysta francuskiego rządu. Było to zaledwie kilka tygodni przed religijno-kulturową wycieczką do Hiszpanii, organizowaną przez sympatyczną Nazaretankę z Polski, siostrę Beatę, dyrektorkę międzynarodowego Foyer dla studentek. Siostra Beata nie musiała mnie długo przekonywać, bym jako duszpasterz podjął się „duchowej opieki” w czasie tych wojaży.
Wielkanoc w pobliżu El Escorial
W rozmowie z Elżbietą „o sprawach ziemi i nieba” pojawił się także temat bliskiej Wielkanocy, a zatem również tego, „kto, co i gdzie będzie robił” w tych świątecznych dniach. Na moje: „Jadę do Hiszpanii!” – usłyszałem: „Zapraszam zatem do siebie”. „Jak to? – pytam zdziwiony. – „A bo mam dom także niedaleko Madrytu”. – „To niemożliwe – mówię. Nie jadę sam, lecz z grupą pielgrzymkową, będzie nas około pięćdziesięcioro.” – „Nic nie szkodzi. Jakoś sobie poradzę – poradzimy. Koniecznie musimy się spotkać!”.
Po sprawdzeniu naszej trasy (Francja, Hiszpania, Portugalia) okazało się, że w Madrycie będziemy najprawdopodobniej w Wielką Sobotę. Umówiliśmy się więc na ten dzień przed południem w Escorial. I udało się. Po zapierających dech zawrotnych wysokogórskich serpentynach zaśnieżonej Andory, Niedzieli Palmowej w Barcelonie (do dziś mam w oczach surową wtedy sylwetkę katedry „Sagrada Familia” w jej początkach), architektonicznych cudach arabskiego geniuszu w Grenadzie i Kordobie, niezapomnianych procesjach wielkotygodniowych w Sewilli, po malowniczej Lizbonie i Wielkim Piątku w Fatimie, znaleźliśmy się w El Escorial – słynnej rezydencji hiszpańskich królów. Tu czekała już na nas na skuterze przy prószącym śniegu Elizabeth, by po przywitaniu się podążyć za nią autokarem do jej „Cantateja”, czyli „Śpiewającego dachu”. Tak nazwała swój dom – prostą willę, ale urządzoną z iście niebywałą fantazją, a usytuowaną w urzekającym pejzażu, nad zalewem, w niedalekim sąsiedztwie gór, blisko El Escorial. Naszej grupie, stanowiącej mozaikę narodowości, kolorów skóry, języków i religii, i dotąd przez 10 dni nocującej w autokarze (!), Elżbieta otworzyła na oścież swój dom, spiżarnię, a przede wszystkim serce.
Kilkanaście studentek uczestniczyło o północy w liturgii wigilii paschalnej w majestatycznym klasztorze na królewskim Escorialu. A w poranek Niedzieli Zmartwychwstania nasze celebrowanie Eucharystii w domu Elizabeth, przy różnorodności języków, pieśni i melodii, stało się spontanicznym, niezwykle radosnym, wspólnotowym świętowaniem Chrystusowego zwycięstwa życia nad śmiercią i prawdziwego braterstwa wszystkich ludzi. Było to emocjonalne doświadczenie prawdy o Chrystusie, który – zmartwychwstały i uwielbiony – na wieki pozostanie Bogiem-Człowiekiem, a w którym my wszyscy – niezależnie od przekonań, religii, wyznania i narodowości – jesteśmy dziećmi jednego Ojca i zarazem siostrami i braćmi. Międzyludzkie braterstwo zostało wzmocnione i uświęcone ofiarną śmiercią Chrystusa i przypieczętowane Jego zmartwychwstaniem. W ten sposób również nasza uprzednio zawiązana przyjaźń znalazła swój wyraz i pogłębienie w paschalnej Eucharystii.
Pamiętam, że myślałem wtedy, iż w tym spotkaniu i świętowaniu spełnia się głębokie pragnienie św. Franciszka z Asyżu, roztaczającego wizję powszechnego braterstwa i zachęcającego „wszystkich braci i siostry” (fratelli tutti) do miłości wykraczającej poza granice
geografii i przestrzeni. Jego proste i radosne serce nie znało granic i przekraczało wszystkie dystanse wynikające z pochodzenia, narodowości, koloru skóry czy religii (przykład: jego wizyta u sułtana Malik-al-Kamila w Egipcie). Nazwał on błogosławionym tego, kto kocha „swego brata będącego daleko od niego, jak gdyby był z nim”. Myślałem też o Karolu de Foucauld (wtedy jeszcze nie błogosławionym), który kierując się ideałem całkowitego poświęcenia się Bogu utożsamił się z „najmniejszymi”, żyjącymi w biedzie w głębi afrykańskiej pustyni w Algierii, bo chciał być „bratem wszystkich” i prosił przyjaciela: „Proś Boga, abym był prawdziwie bratem wszystkich”.
Świętowanie powszechnego braterstwa
Nigdy dość akcentowania, że święta Zmartwychwstania Pana to święta powszechnego braterstwa, co niestety bywa mało postrzegane. Świętowanie Wielkanocy zacieśnia się do przeżyć o charakterze indywidualnym, a zapomina o jej wymiarze wspólnotowym, wręcz uniwersalnym. Cieszymy się perspektywą osobistego zmartwychwstania i szczęścia w wieczności, niewiele myśląc o innych. Tymczasem Święta Paschalne to przeżywanie zmartwychwstania Pana, Boga-Człowieka, wywyższonego i uwielbionego – przez którego i w którym jesteśmy dziećmi Ojca i wzajemnie siostrami i braćmi. Jezus w dzień przed śmiercią modlił się żarliwie, „aby wszyscy stanowili jedno”, jak On jest „jedno z Ojcem” (J 17,21). Po to cierpiał i umarł na krzyżu. Międzyludzkie braterstwo zostało zatem uświęcone ofiarną śmiercią Chrystusa i przypieczętowane mocami Jego zmartwychwstania. W paschalnym misterium Chrystusa świętowanym w liturgii i przy wielkanocnym rodzinnym stole słyszę zatem bardzo wyraźny apel: Niech znikną wszelkie podziały rasowe, religijne, wyznaniowe, systemowe, ekonomiczne, militarne! Niech nie będzie więcej podziału na Wschód i Zachód, Północ i Południe, na biednych i bogatych, sytych i głodnych, ciemiężców i zniewolonych, terrorystów i zabijanych! Niech zapanuje miłość powszechna i nastanie pokój na całym świecie – od krańca do krańca!
Zmartwychwstanie to ŻYCIE. Wielkanoc – to Święta Życia! One zobowiązują nas do troski o każde życie – człowieka i przyrody, naturalne i nadprzyrodzone, cielesne i duchowe, dopiero co poczęte i gasnące w starości, życie ludzi bliskich i nieznanych, we własnym kraju i na innym kontynencie. Zmartwychwstały Pan, Zwycięzca śmierci, zawsze Żywy, apeluje przez swojego Ducha do naszych sumień: Nie niszcz żadnego życia, lecz je chroń, uzdrawiaj, podnoś, uszlachetniaj, ratuj, ocalaj. Złamanych okrutnym losem czy podłością ludzką podnoś w górę słowem dobrym i gestem miłości, leczącym rany i objawiającym sens wszystkiego w zmartwychwstałym Panu.
Ks. dr hab. Jerzy Grześkowiak

