+49 (0) 871 / 97 46 335 Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Polityka miała zrobić z niego wroga; muzyka uczyniła przyjacielem

Fakt istnienia Filharmonii Generalnej Guberni w Krakowie, założonej jesienią 1940 roku przez Hansa Franka, w której grali polscy muzycy, przestał być tematem tabu, choć nadal budzi różne opinie.

Tylko nieliczni polscy pracownicy tej instytucji zgłosili się tam dobrowolnie. Dla innych był to ratunek przed pracą przymusową w Baudienst lub wysyłką do Auschwitz. Jedynym Niemcem w tym zespole był pierwszy skrzypek i koncertmistrz Friedrich Johann Sonnleitner (1920–1984), zwany Fritzem. Wrzucony w obce środowisko, jakim był Kraków pod hitlerowską okupacją, zdołał się tam odnaleźć, nawiązać trwałe przyjaźnie i pozostawić dobre wspomnienia.

Fritz Sonnleitner urodził się 8 stycznia 1920 roku w Altötting. Jego rodzice, Therese i Michael, pochodzili z dwóch naddunajskich miasteczek i osiedlili się w „sercu Bawarii" po 1918 roku. Michael pracował jako tokarz w tamtejszej fabryce obróbki żelaza i grywał na trąbce w kapeli straży pożarnej. Latem, kiedy do sanktuarium Czarnej Madonny ściągali pielgrzymi, strażacy pełnili służbę porządkową. Michael Sonnleitner stał przy bocznych drzwiach Kaplicy Łask i pilnował, żeby tamtędy tylko wychodzono.

Ojciec Fritza był zwolennikiem socjaldemokratów, natomiast jego starszy brat Josef (1913– 1945) już jako nastolatek uległ narodowosocjalistycznej indoktrynacji i został miejscowym przywódcą Hitlerjugend. Potem służył w Wehrmachcie i poległ w walkach o Burgenland w kwietniu 1945 roku.

Fritz był pierwszym zawodowym muzykiem w rodzinie, a jego talent objawił się już w dzieciństwie. Jako trzynastolatek pobierał prywatne lekcje gry na skrzypcach w Mozarteum, jeżdżąc pociągiem do oddalonego o prawie 64 kilometry Salzburga, skąd wracał wieczorem po zajęciach. Wyjazdy te ustały, kiedy zamknięto granicę niemiecko-austriacką z powodu rozruchów poprzedzających Anschluss. Chłopiec kontynuował naukę w monachijskiej Akademie für Tonkunst przy Odeonsplatz. Studiował grę na skrzypcach u Antona Hubera oraz na flecie pod kierunkiem Gustava Kaleve. Po zakończeniu edukacji na poziomie średnim, podjął na tej samej uczelni studia wyższe, które ukończył w 1940 roku.

Chłopiec z Altötting koncertmistrzem w Krakowie

Zaraz po studiach Fritz został wysłany do Krakowa, aby objąć tam funkcję koncertmistrza orkiestry Filharmonii Generalnej Guberni. Frank obsadził Niemcami kierownicze stanowiska tej instytucji i zależało mu, żeby koncertmistrz też był Niemcem. Zaakceptował więc wybór „zdolnego chłopca z Altötting", absolwenta monachijskiej uczelni. Fritz, przyjmując tak odpowiedzialną funkcję w wieku 21 lat, traktował to jako szansę na rozwój zawodowy. Zresztą trwała już wojna, więc gdyby odmówił, zostałby wcielony do armii. Tymczasem on nie interesował się polityką i, w przeciwieństwie do brata, nie opowiadał się po stronie nazistów.

Filharmonia GG była „muzyczną oazą" w okupowanym Krakowie. Nie było tam podziału na nad- i podludzi, wszystkich łączyły wspólne próby i koncerty, podczas których wykonywano dzieła klasyków, najpierw tylko niemieckich i austriackich, a po 1942 roku również czeskich i polskich. Zespołem kierowało kolejno trzech dyrygentów: Hanns Rohr, Rudolf Hindemith i Hans Swarowsky, którzy dobrze traktowali muzyków i pomagali im w różnych sprawach, począwszy od załatwiania kartek żywnościowych, a skończywszy na wyciąganiu ich krewnych z obozów.

W ciągu pięciu lat działalności Filharmonia dała łącznie 210 koncertów. Niektóre odbywały się na dziedzińcu Collegium Maius Uniwersytetu Jagiellońskiego, w którym Niemcy urządzili „Institut für Deutsche Ostarbeit". Fritz występował tam kilkakrotnie jako solista. Założył też kwartet smyczkowy, w którym oprócz niego grali Polacy: Józef Salacz, Tadeusz Szulc i Józef Mikulski. Najmłodszą członkinią orkiestry była czternastoletnia Elżbieta Wysocka, która grała w pierwszych skrzypcach wraz z ojcem Kazimierzem. Dyrygenci i koncertmitrz byli pod ogromnym wrażeniem wirtuozerii, z jaką wykonała na przesłuchaniu jeden z koncertów Mozarta.

W Krakowie Fritz zamieszkał na „niemieckim" osiedlu przy Kulmerstrasse, obecnie ulicy Mieczysława Karłowicza. Trzy lata później poznał swoją przyszłą żonę Renate Grüber, aktorkę Stadttheater (ówczesna nazwa Teatru Słowackiego), która pochodziła z Nadrenii, a do Krakowa przybyła w sierpniu 1943 roku, w wieku niespełna 20 lat.

Z orkiestrą Filharmonii GG występowali gościnnie niemieccy soliści, których nazwiska figurowały na tak zwanej Gottbegnadetenliste, co chroniło ich przed wysłaniem na front. Sonnleitner jako młody i nieznany skrzypek, nie znalazł się w tym gronie. Kiedy w 1944 roku powołano go do wojska, zgłosił się na kurs oficerski, aby opóźnić pójście na front. 2 września poślubił w Krakowie Renate. Jak każda para nowożeńców, dostali w prezencie egzemplarz „Mein Kampf". Następnie Fritz zawiózł żonę, oczekującą dziecka, do swoich rodziców w Altötting. 24 września zagrał tam jeszcze koncert, w którym akompaniowała mu Maria Landes. Mieszkańcy Altötting z dumą i radością powitali rodaka, pełniącego zaszczytną funkcję koncertmistrza w Krakowie.

Więzienne muzykowanie.

Polscy członkowie orkiestry wspominali, jak pod koniec 1944 roku Fritz pojawił się niespodziewanie na próbie, po półrocznej nieobecności, w mundurze, z karabinem na ramieniu i tornistrem. Przywitał się z muzykami, po czym wziął skrzypce od ówczesnego koncertmistrza Tadeusza Wochniaka i próbował wydobyć parę dźwięków. Ale jego palce odwykły od grania i muzyka nie zabrzmiała tak pięknie jak dawniej. W oczach niemieckiego skrzypka pojawiły się łzy, inni muzycy też byli poruszeni. Potem wyszedł i więcej nie wrócił.

Po wyzwoleniu Krakowa w styczniu 1945 roku rozwiązano Orkiestrę GG, a jej członkowie stanęli przed komisją weryfikacyjną, która miała ustalić, czy byli kolaborantami. Elżbiecie Wysockiej udzielono, ze względu na jej młody wiek, „tylko surowej nagany" za to, że próbowała bronić dyrygentów i koncertmistrza mówiąc, że to nie byli źli Niemcy, lecz znakomici artyści. Jej ojciec dostał sześciomiesięczny zakaz wykonywania zawodu za to, że po śmierci dyrygenta Hannsa Rohra napisał o nim wspomnienie, zamieszczone w Ilustrowanym Kurierze Polskim. Muzycy, którzy w czasie okupacji musieli pracować fizycznie, odnosili się niechętnie do byłych członków Filharmonii GG. Za datę powstania Filharmonii Krakowskiej uznawano przez długi czas luty 1945 roku, pomijając milczeniem jej wojenną poprzedniczkę1. Fritz Sonnleitner znalazł się wiosną 1945 roku na terenie Czech, ale nie miał już okazji walczyć. Po latach zwierzył się młodszemu synowi Florianowi: „Gdybym wtedy stanął naprzeciw czerwonoarmisty, musiałbym strzelić do niego; inaczej on zastrzeliłby mnie”. Były koncertmistrz Filharmonii GG nie uniknął konfrontacji z Armią Czerwoną. Kiedy usiłował przedostać się do strefy amerykańskiej, zatrzymali go sowieci i przewieźli do obozu dla jeńców wojennych w Brześciu nad Bugiem.

Więźniowie obozu, zorganizowanego na terenie twierdzy brzeskiej, pracowali przy usuwaniu zniszczeń wojennych, głównie na budowach. Przebywał tam też monachijski malarz, rzeźbiarz i mozaikarz Blasius Spreng. Wspominał, jak Fritz obawiał się, że dźwigając ciężkie kamienie uszkodzi sobie palce, a wieczorami ćwiczył palcowanie, mając do dyspozycji deskę i drewniany kołek. Ktoś musiał zawiadomić o tym komendanta, który pozwolił Fritzowi założyć kapelę obozową. Zespół składał się z kilkunastu muzyków i grał głównie utwory rozrywkowe, a Sonnleitner pełnił w nim funkcję koncertmistrza. Nuty spisał z pamięci.

Pod koniec 1949 roku zlikwidowano obóz i zwolniono więźniów. Fritz powrócił do domu w styczniu 1950 roku na swoje trzydzieste urodziny i po raz pierwszy ujrzał czteroletniego syna Wolfganga (1945–2001), który przyszedł na świat podczas jego nieobecności. Florian urodził się w 1952 roku i poszedł w ślady ojca, bo też został wybitnym skrzypkiem. Zdarzało im się występować razem, między innymi w rodzinnym Altötting.

Odziedziczone przyjaźnie

Po powrocie z niewoli Fritz został koncertmistrzem Münchner Philharmoniker, w związku z czym przeniósł się z rodziną do Monachium. W 1958 założył, podobnie jak w Krakowie, „Sonnleitner Quartett”. Odnowił kontakt z Elżbietą Wysocką i inne, nawiązane podczas wojny przyjaźnie, w tym z dwoma polskimi dyrygentami, Witoldem Rowickim i Stanisławem

Skrowaczewskim. Blasius Spreng, na pamiatkę wspólnego pobytu w niewoli, podarował mu własnoręcznie zrobiony stolik z kaflowym blatem i wymalowanymi na brzegach nutami „Chaconne" Bacha.

Jak wielu Niemców, którzy przeżyli II wojnę światową, Fritz nie zwierzał się rodzinie ze swoich przeżyć, wyparłszy je ze świadomości. Pobyt w sowieckiej niewoli skwitował stwierdzeniem, że Rosjanie potrafili odróżnić Niemca od faszysty. Dopiero na początku lat osiemdziesiątych opowiedział Florianowi o Filharmonii GG, pokazał mu dokumenty i zdjęcia z tego okresu, w tym fotografie Elżbiety Wysockiej. „Odwiedź ją, jak będziesz w Krakowie”, zachęcił syna. Fritz Sonnleitner zmarł na nowotwór jamy brzusznej 26 lipca 1984 roku, sześć miesięcy po śmierci żony. Z inicjatywy Filharmoników Monachijskich nazwano jego imieniem jedną z ulic w dzielnicy Kieferngarten.

Florian wybrał się do Krakowa jesienią 1989 roku. „Elżbieta powitała mnie tak serdecznie, jakbym był zmartwychwstałym Fritzem – wspomina ze wzruszeniem – Spędziłem z nią bardzo miły tydzień. Zabrała mnie na Wawel i pokazała miejsce pochówku Piłsudskiego. Na każde Święta Bożego Narodzenia przysyłała mi słodycze. Odwdzięczałem się jej, wysyłając nuty, których potrzebowała albo płyty".

Historie takie jak ta pokazują, że muzyka łączy ludzi nawet wtedy, kiedy polityka usiłuje ich rozdzielić.

Artykuł powstał w ramach projektu „Ein weit gespannter Bogen", na realizację którego otrzymałam stypendium Fundacji Współpracy Polsko- -Niemieckiej. Specjalne podziękowania kieruję do Floriana Sonnleitnera za udostępnienie dokumentów i fotografii z rodzinnego archiwum.

Jolanta Łada-Zielke